poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Kościół Ewangelicki św. Włodzimierza

Najbardziej znanym kościołem ewangielickim w Warszawie jest na pewno ten na pl. Małachowskiego (obok Zachęty). To jednak tu znajduje się jedyne Duszpasterstwo Wojskowe w obecnej parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie. Poniższy tekst jest autorstwa Tadeusza Władysława Świątka. Pełny tekst znajduje się na stronie parafii.

„Historia tej parafii jest od początku związana z duszpasterstwem wojskowym. Wprawdzie nie ewangelickim, ale bratnim kościołem prawosławnym. Była to więc cerkiew, powstała w latach 1900-1903 na terenie koszar Keksholmskiego Pułku Lejbgwardii pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Jak podają kroniki, na jej czele stał pop generał-major Konstanty Wiewiedeńskij. Autorem projektu całego kompleksu koszarowego był architekt Wiktor Junosza-Piotrowski. W wolnej i niepodległej Polsce, opuszczoną już w 1915 roku cerkiew, zamkniętą przez niemieckie władze okupacyjne, decyzją Ministra Spraw Wojskowych z dnia 18 maja 1920 roku przyznano ewangelikom, bez sprzeciwu ze strony ówczesnego kościoła prawosławnego. W związku z powołaniem Urzędu Naczelnego Kapelana Wyznania Ewangelicko-Augsburskiego Wojska Polskiego – Konsystorz postanowił urządzić tutaj Ewangelicki Kościół Garnizonowy. W tym celu dokonano niezbędnej adaptacji, podczas której we wnętrzu pozostawiono łuki dawnych wrót małego i dużego ikonostasu, zachowane zresztą do chwili obecnej.

Uroczystość otwarcia i poświęcenia nowej świątyni odbyła się 9 stycznia 1921 roku z udziałem superintendenta generalnego Kościoła E-A ks. Juliusza Burschego. W asyście ks. radcy Augusta Lotha i ks. prefekta Adolfa Ronthalera ks. Bursche dokonał instalacji pierwszego naczelnego kapelana WP dla wyznania ewangelicko-augsburskiego, którym został ks. sen. płk Ryszard Paszko. Do 1923 roku w Ewangelickim Kościele Garnizonowym przy ul. Puławskiej odbywały się również nabożeństwa dla wojskowych wyznania ewangelicko-reformowanego, przeniesione następnie do Kościoła na Lesznie. Dla luteranów był to jedyny kościół garnizonowy w II RP, służący za miejsce nabożeństw i posługi duszpasterskiej żołnierzom-ewangelikom i ich rodzinom. Jego administrator, ks. sen. R. Paszko, rozwinął wszechstronną działalność na rzecz wyznawców w mundurach. Powołał do życia m.in. Koło Opieki nad Żołnierzem Ewangelikiem, zorganizował i wyposażył świetlicę i bibliotekę, a z czasem herbaciarnię w budynku parafialnym. Za zasługi na polu duszpasterstwa w armii, w 1924 roku ks. Paszko został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta). Niestety, nadwątlone w czasie wojny zdrowie nie pozwoliło mu dokończyć dzieła, które rozpoczął. 30 września 1929 roku ks. sen. Ryszard Paszko przeszedł w stan spoczynku. Jego miejsce zajął ks. płk Józef Mamica, godzący równocześnie obowiązki kapelana poznańskiego. Ks. płk Mamica był autorem „Śpiewnika i Modlitewnika dla Ewangelików w Wojsku Polskim” wydanego nakładem Wojskowego Instytutu Naukowo Wydawniczego w Warszawie.
5 lutego 1930 roku na stanowisko naczelnego kapelana WP powołany został ks. sen. płk Feliks Gloeh, wcześniej pierwszy etatowy prefekt religii ewangelickiej w Gimnazjum Zborowym im. Mikołaja Reja w Warszawie. „ … „Za jego czasów w kościele zawieszono dzwony, które poświęcono 14 września 1930 roku. Ksiądz płk Feliks Gloeh wprowadził akcję odczytową, organizował spotkania młodzieży wojskowej, kontynuując pracę swych poprzedników. Systematycznie wzrastała liczba uczestników nabożeństw, w tym osób cywilnych i dzieci uczęszczających do Szkółki Niedzielnej, szczególnie rekrutujących się spośród licznych ewangelików zamieszkujących ówczesny Mokotów.
W latach 1931-1934 architekt Edgar Norverth przebudował sylwetę kościoła. Przeprojektowania wnętrza dokonał wtedy architekt Teodor Bursche, a dekoracje ścienne, freski i obrazy wykonali artyści malarze z Wilna: prof. Höppen, prof. Kazimierz Kwiatkowski i starszy asystent Leonard Torwirt. Uwieńczeniem zmiany kompozycji wnętrza było zainstalowanie 24-głosowych organów. W uroczystości ich poświęcenia 29 marca 1936 roku, uczestniczyli m.in. minister komunikacji – płk Juliusz Ulrych i prezes Kolegium Kościoła E-A Świętej Trójcy w Warszawie – senator Józef Evert.
Dzieje Ewangelickiego Kościoła Garnizonowego brutalnie przerwał wybuch II wojny światowej. Po zburzeniu cywilnej świątyni przy pl. Małachowskiego, jej funkcje przejął na krótko kościół przy ul. Puławskiej. Okupanci przejęli obiekt, usuwając z niego wszelkie oznaki polskości, takie jak tablice poświęcone pamięci poległych w walce o niepodległość. Sam kościół przetrwał do wybuchu Powstania Warszawskiego i wówczas dopiero podzielił los całego miasta.
Po działaniach wojennych, z inicjatywy ks. płka Feliksa Gloeha, ukonstytuował się Komitet Odbudowy, zajmujący się zbiórką funduszy, na którego czele stanął gen. bryg. Juliusz Rómmel. W skład komitetu weszli m.in.: gen. bryg. Leon Bukojemski, prof. Jerzy Loth, dr Jan Wedel, inż. Teodor Bursche, mgr Konstanty Potocki, Gustaw i Jerzy Palowie, prof. Jerzy Welder.
Odbudowę według projektu inż. arch. Teodora Burschego powierzono ewangelikowi, Andrzejowi Wiedigerowi. Fundusze pochodziły z Ministerstwa Obrony Narodowej oraz z kredytów zaciągniętych w Banku Gospodarstwa Krajowego i Komunalnej Kasie Oszczędności oraz dobrowolnych wpłat wiernych. Dnia 3 września 1947 roku kościół był już odbudowany w stanie surowym. Po przywróceniu w lutym 1947 roku duszpasterstwa wojskowego, na stanowisko zastępcy naczelnego kapelana WP wyznania ewangelicko-augsburskiego ks. sen. płka Feliksa Gloeha, powołano ks. kpt. Karola Messerschmidta. Obaj duchowni dokończyli budowę kościoła, a następnie wyposażyli go w niezbędne sprzęty sprowadzone ze zrujnowanych świątyń ewangelickich we Wrocławiu.
Gdy w maju 1950 roku rozwiązano duszpasterstwo wojskowe, odbudowany kościół przekazano Konsystorzowi Ewangelicko-Augsburskiemu, a ten powierzył nad nim opiekę dotychczasowemu zastępcy naczelnego kapelana, ks. Karolowi Messerschmidtowi. Na bazie Ewangelickiego Kościoła Garnizonowego została zorganizowana w Warszawie druga cywilna parafia Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, .... „
„Kolejnym proboszczem z wyboru, w kwietniu 1975 roku, został ks. Bogusław Wittenberg. Za jego czasów – 1 stycznia 1984 roku – dotychczasowa II Parafia Ewangelicko-Augsburska w Warszawie przyjęła nazwę Parafii Wniebowstąpienia Pańskiego. Ks. Wittenberg, wraz Radą Parafialną dokonał modernizacji świątyni oraz zrealizował budowę nowoczesnego i funkcjonalnego domu parafialnego. Zastąpił on wykorzystywany od 1945 roku barak będący po wojnie ostoją dawnego Gimnazjum Zborowego im. Mikołaja Reja. Nowy dom parafialny oddano do użytku w 1990 roku. W 1991 roku w kościele Wniebowstąpienia Pańskiego, z inicjatywy ks. Wittenberga zapoczątkowane zostały comiesięczne nabożeństwa ekumeniczne, kontynuowane do chwili obecnej. W marcu 1994 roku przy parafii zaczęła działalność Parafialna Komisja Diakonii. W tym samym roku artystka-plastyk i konserwator Joanna Wyszomirska-Tiunin dokonała generalnej konserwacji malowideł w prezbiterium kościoła.
25 października 1995 roku w Kościele Wniebowstąpienia Pańskiego odprawiono uroczyste nabożeństwo z okazji podpisania deklaracji o wspólnocie ołtarza i ambony pomiędzy Kościołami Ewangelicko-Augsburskim, Reformowanym i Metodystycznym. W 1995 roku na urząd proboszcza wybrano ks. Adama Pilcha, który po reaktywowaniu w Kościele Wniebowstąpienia Pańskiego duszpasterstwa wojskowego został nominowany do stopnia pułkownika WP. Zginął w pamiętnej katastrofie samolotu prezydenckiego 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem.
Od sierpnia 2010r. do czerwca 2013 r. funkcję proboszcza administratora pełnił ks. Marcin Kotas. Od 9 czerwca 2013 roku proboszczem Parafii jest ks. dr Dariusz Chwastek.”

niedziela, 18 marca 2018

Pałac Sapiehów


Pałac Sapiehów został zaprojektowany przez Jana Zygmunta Deybla dla Kanclerza Wielkiego Litewskiego Jana Fryderyka Sapiehy.
Został zbudowany w stylu późnego baroku w latach 1731-1746.
Różne były koleje losu tej bardzo rozległej budowli.


Poza funkcją dla której powstał , w wieku XIX mieściły się w nim koszary ,  potem w okresie międzywojennym był tu szpital wojskowy ,
 po II Wojnie Światowej i odbudowie , w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku został przystosowany do funkcji edukacyjnych i do dzisiaj pełni tę rolę.
Od ulicy Zakroczymskiej pod numerem 6 możemy zobaczyć korpus pałacu , a ozdoby , które widzimy , to rekonstrukcja zgodna z jego pierwotnym wyglądem.Ciekawostką jest to , że modelkami dla figur kobiecych były córki projektantki , według której projektu pałac został odbudowany.
Ważnym szczegółem jest również to, że odbudowano tylko część pałacu , a zajmował on teren ogromny - widać to na zdjęciach satelitarnych.

sobota, 17 marca 2018

Kościół św. Włodzimierza na Bródnie


Jest rok 1982. W związku z powiększającą się liczbą mieszkańców Bródna zostają rozpoczęte starania o budowę trzeciego kościoła na Bródnie. Zgodę na budowę kościoła dostał w kwietniu 1989 roku ksiądz Henryk Zaraś (pierwszy proboszcz tej parafii). Plac budowy u zbiegu ulic Rembielińskiej, Kondratowicza i Bazyliańskiej sprawił, że kościół powstał w samym środku Bródna. Jak wspomina ksiądz Henryk, pomógł „wschodni” patron w dostaniu zgody od Urzędu ds Wyznań (niższe szczeble odmawiały zgody). Poświęcenie placu pod budowę dokonał biskup Marian Duś dnia 14 maja 1989r., a już 4 czerwca widać było Żywy Kościół na terenie placu budowy (tego dnia odbył się w tym miejscu Kongres Eucharystyczny dla mieszkańców Pragi Południe). Bardzo szybko wzniesiono tymczasową kaplicę, aby lud mógł już tutaj zbierać się na Mszy Świętej (dzisiejsze garaże). Pierwszą Mszę Świętą odprawiono 12.11.1989r., zaś 1.07.1990 roku została erygnowana parafia przy kaplicy św. Włodzimierza.



Dwa lata później, tj jesienią 1992r., została wydana zgoda na budowę kościołapw. św. Włodzimierza i bł. Honorata Koźmińskiego. 19 września 1999 roku wmurowano kamień węgielny, pochodzący z Ławry Peczerskiej w Kijowie. Ważnym wydarzeniem w życiu parafii były pierwsze misje (maj-czerwiec 2000 roku), prowadzone przez ojców kapucynów, na zakończenie których biskup ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej Kazimierz Romaniuk poświęcił 12-metrowy krzyż misyjny, który został umieszczony na wieży kościoła. Niedługo potem, 5 maja 2002 roku, tenże biskup dokonał poświęcenia nowej świątyni i odprawił w niej pierwszą Mszę świętą.
Wnętrze Kościoła ma przywodzić na myśl bezkres stepowych pól, na których mieszkały ludy, które dzięki św. Włodzimierzowi poznały Chrystusa.
Od sierpnia 2011 roku nowym proboszczem został mianowany ks. Zbigniew Wojciechowski.
Miejsce, to jest o tyle ciekawe, że Kościół ma dwóch patronów (św. Włodzimierza i bł. Honorata), a parafia tylko św. Włodzimierza.

[CYTADELA] - Henryk Baron ps. Smukły, Garbarz

„Jeżeli upierać się będziecie przy waszych marzeniach o odrębnej narodowości, o Polsce niepodległej i przy wszystkich tych złudzeniach, ściągniecie na siebie wielkie nieszczęście. Kazałem tu zbudować Cytadelę Aleksandrowską i oświadczam wam, że przy najmniejszym zaburzeniu każę miasto zbombardować, zburzę Warszawę i z pewnością nie ja ją odbuduję”

Mikołaj I Romanow Car Rosji



Henryk Baron ps.  SmukłyGarbarz (ur. 2 Grudnia 1887 Warszawa, zm. 9 Maja 1907, tamże) – polski działacz socjalistyczny. Członek Organizacji Bojowej PPS. Uczestnik wielu akcji zbrojnych.
Urodził się w rodzinie robotniczej. Pomimo ciężkich warunków ukończył szkołę elementarną. Od 1905 członek Organizacji Spiskowo-Bojowej PPS. W czerwcu 1906 roku kierownictwo Organizacji Bojowej PPS powierzyło mu zadanie wykonania zamachu na samego warszawskiego generał-gubernatora Skałona. Do zamachu jednak nie doszło. Został dowódcą "piątki" bojowej OB PPS i w okresie kilku miesięcy wziął udział w dziesięciu akcjach bojowych
Dokonał zamachu na rewirowego J. Optułowicza na ul. Ogrodowej;

uczestniczył w akcji na patrol wojskowo-policyjny, zabijając policjanta Morozowskiego;
dokonał zamachu na VII cyrkuł policyjny przy ul. Chłodnej rzucając dwie bomby. Ranny w czasie zamachu.
Tego dnia przejściowo zatrzymany z uwagi na rany. Jednak udało się przekonać policję, iż obrażenia są wynikiem bójki w restauracji, co potwierdzili świadkowie, składając zeznania na korzyść Barona. Dzięki temu już 17 sierpnia został uwolniony. Przebywał jeszcze półtora miesiąca w Warszawie pracując w garbarni Kempfiego przy ul.Okopowej.

 Na skutek obciążających oskarżeń jednego z członków jego piątki" (Kazimierza Białoruckiego) zidentyfikowany jako uczestnik zamachu na cyrkuł. Wzburzony zdradą, przyznał się do wszystkich akcji pragnąc własnym życiem odkupić zdradę w swoim oddziale.
Wyrokiem Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie w dniu 29 kwietnia 1907 skazany na karę śmierci. Kara została zatwierdzona 2 maja 1907 przez generała-gubernatora Skałona.
Został stracony przez Rosjan na stokach Cytadeli 9 maja 1907 r. o godz. 1.30 w nocy.

OPis i zdjęcie pochodzą od fotoimpresje, autora geościeżki "Straceni na stokach Cytadeli"

środa, 21 lutego 2018

Czas Apokalipsy

14 grudnia 1981 roku Chris Niedenthal wykonał serię zdjęć, które stały się jednym z symboli wprowadzonego dzień wcześniej - 13 grudnia 1981 roku - stanu wojennego.
Chris Niedenthal jest synem polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii. W roku 1973 przyjechał do Polski z zamiarem krótkiego pobytu, który jednak trwa praktycznie do dziś. Wspomnianego dnia przejeżdżał samochodem ulicą Rakowiecką w Warszawie wraz z innym amerykańskim fotografem oraz polskim operatorem. W pewnej chwili udało im się dostrzec całą powyższą sytuację i zaczęli wykonywać zdjęcia z wnętrza samochodu. Było to o tyle niebezpieczne, że za samo chodzenie z aparatem fotograficznym po ulicy w tym okresie groziło aresztowanie, o fotografowaniu żołnierzy nie wspominając.
Niedenthal wypatrzył otwartą bramę do jednej z klatek w budynku na przeciwko kina Moskwa i postanowili się na niej ukryć.
Wtedy właśnie powstała seria zdjęć. To z fragmentem niebieskiego dużego fiata jest tym „flagowym”, są jeszcze wersje z tramwajem, z żółtym dużym fiatem, w poziomie i w zbliżeniu.
„Piękny zbieg okoliczności” jak sytuację skomentował sam autor w swojej autobiografii:
"[...]Jeździliśmy ze znajomymi po Warszawie i szukaliśmy takich miejsc, gdzie warto by było coś sfotografować - czyli posterunki wojskowe. Wiedzieliśmy, że możemy fotografować je wyłącznie z góry, z okien. Nie można było robić zdjęć na ulicy, to byłoby samobójstwo. W pierwszych dniach stanu wojennego jechaliśmy Rakowiecką w stronę Puławskiej. Stanęliśmy na światłach na skrzyżowaniu. Przed nami stał żołnierz i kierował ruchem. Zobaczyłem, że przed nami jest kino Moskwa. Zauważyłem billboard filmu "Czas Apokalipsy", ale nie widziałem jeszcze tego SKOTa z żołnierzami stojącego pod kinem - był schowany za drzewami. Wiedziałem, że to trzeba sfotografować. Jechałem jako pasażer, więc szybko zrobiłem przez szybę samochodu zdjęcie, tak żeby na wszelki wypadek już coś mieć, na szczęście żołnierz stał do nas tyłem. Skręciliśmy w Puławską i od razu zobaczyłem SKOTa pod kinem. Zaparkowaliśmy, Na Puławskiej szukaliśmy jakiegoś wejścia do budynku, żeby zrobić zdjęcie z góry. Dzisiaj byłoby trudniej, bo są domofony i dozorcy, ale w tamtych czasach nie był to problem. Baliśmy się pukać do drzwi nieznanych nam osób, tym bardziej w tamtym rejonie, tak blisko MSW. Na szczęście klatka schodowa była idealna. Wystarczyło stanąć w oknie i zrobić szybko zdjęcia.[...]"*

Kolejnym problemem było wywiezienie zdjęć na Zachód. Niedenthal tuż przed godziną policyjną znalazł na Dworcu Gdańskim studenta, Niemca, który wracał właśnie do Berlina i zgodził się zabrać ze sobą zdjęcia i przekazać je Newsweekowi.
"[...]Pociąg do Berlina wyjeżdżał z Warszawy przed dziesiątą wieczorem, a o dziesiątej zaczynała się już godzina milicyjna, więc trzeba było być o tej godzinie w domu.  Pojechałem więc na Dworzec Gdański, żeby pokręcić się po peronie, zobaczyć, kto jedzie i czy ktoś weźmie moje filmy. Nie udało się, więc kilka minut przed odjazdem sam wsiadłem do pociągu i zacząłem biec przez korytarze. W ostatnim momencie znalazłem jakiegoś młodego niemieckiego studenta i on zgodził się wziąć moje filmy. Dałem mu numer do biura "Newsweeka" w Bonn, żeby zadzwonił do nich jak tylko dojedzie do domu. Kiedy dojechał, zadzwonił, a oni przysłali kuriera motocyklem. Jechał przez całe Niemcy, żeby odebrać od niego te filmy[...] Studenta mogli zrewidować i skonfiskować filmy. Mógł też sprzedać te filmy jako swoje, ale na szczęście był uczciwy. Do dziś żałuję, że nie mam do niego kontaktu, żeby mu po tylu latach podziękować. Spisał się na medal.[...]"*

 
Zdjęcie ukazały się w Newsweeku jeszcze w 1981 r. Niestety przy publikacji wykadrowano zdjęcie i usunięto z niego nazwę kina. Niedenthal tak to komentuje w wywiadzie przeprowadzonym przez Katarzynę Najman dla Onet.pl:
"Było mi głupio, że się na tym nie poznali. Może to im graficznie nie pasowało, mieli pewnie za mało miejsca w druku. Kadr z samym SKOTem może im wystarczał. Dla nas ta Moskwa jest bardzo ważna, bo nasz stosunek do niej jest taki, a nie inny. Nie mogłem wysyłać tych filmów z podpisami. To były niewywołane rolki i nie mogłem do nich dodać żadnej kartki papieru, gdzie byłoby dokładnie opisane, co tam jest. To już mogło być dla tego młodego Niemca, gdyby został zatrzymany, zbyt duże niebezpieczeństwo. Nie chciałem go aż tak narażać."*

 
Ciekawostką może być fakt, że podobną fotografię wykonał także fotograf-amator – Ireneusz Piotrowski. Jego zdjęcie stanowi motyw przewodni i tło w portalu "Stan wojenny" prowadzony przez Polskie Radio.
 
Tablice pamiątkowe Tchorka – grupa tablic pamiątkowych o wspólnym wzorze stworzona w 1949 roku przez rzeźbiarza Karola Tchorka w celu oznaczenia nimi i upamiętnienia miejsc zbrodni hitlerowskich dokonanych w Warszawie podczas II wojny światowej.
Są to piaskowcowe tablice opatrzone krzyżem maltańskim z inskrypcją: Miejsce uświęcone krwią Polaków poległych za wolność Ojczyzny oraz umieszczonym poniżej krótkim opisem wydarzenia. Niektóre opatrzone są też napisem Miejsce walki Polaków o wolność Ojczyzny. Przy niektórych tablicach można jeszcze znaleźć małe mosiężne tabliczki z nazwami szkół, organizacji, instytucji lub firm opiekujących się danym miejscem pamięci. Bardzo często sadzone przy nich kwiaty są w kolorach białym i czerwonym.
Niestety, w treści niektórych tablic występują błędy (merytoryczne, interpunkcyjne i ortograficzne) oraz niezręczności redakcyjne. Najważniejszymi powodami był pośpiech, w jakim je wykonywano, oraz niedostateczna weryfikacja przez autorów tablic faktów historycznych (m.in. trudności w dotarciu po wojnie do bezpośrednich świadków opisywanych wydarzeń).
Początkowo tablic Tchorka mogło być około 370, jednak podczas wyburzeń wielu domów w latach 50. i 60. XX wieku niektóre z nich zniknęły bezpowrotnie. Dzisiaj jest ich około 200.

https://opencaching.pl/viewcache.php?cacheid=40462 

piątek, 2 lutego 2018

Zajezdnie warszawskie


Zajezdnia Wola

Zakład Eksploatacji Tramwajów R-1 Wola 
 zajezdnia tramwajowa, położona na Woli, przy ul. Młynarskiej 2.

Zajezdnia powstała w 1903 roku na potrzeby rozwijającej się sieci tramwajów konnych, była to w tamtych czasach czwarta remiza tramwajowa w Warszawie. W 1908 roku została dostosowana do obsługi tramwajów elektrycznych. Po zachodniej stronie ul. Młynarskiej zbudowano 8-torową halę czołową dla 56 wozów, a po przeciwnej stronie powstały Warsztaty Główne o powierzchni 3 000 m². W 1914 w istniejącej zajezdni dobudowano kolejne dwie hale postojowe z kanałami rewizyjnymi na całej długości, co znacznie ułatwiało obsługę wagonów. We wrześniu 1939 roku w skutek bombardowania nastąpiło zniszczenie osiemdziesięciu procent sieci, którą bardzo szybko naprawiono – funkcjonowała także w czasie okupacji.
Dnia 1 sierpnia, w dniu wybuchu powstania warszawskiego, większość taboru przetransportowano na Pragę, co pomogło go uratować. Zajezdnia została szybko zajęta przez powstańców, stając się na kilka dni ważnym ośrodkiem oporu, 5 sierpnia 1944 roku Niemcy zdobyli, a następnie podpalili zakład – zniszczeniu uległy budynki oraz całe wyposażenie zajezdni z większością taboru. Po wyzwoleniu rozpoczęto mozolne odtwarzanie zajezdni, w latach od 1972 do 1974 roku zajezdnia została całkowicie zmodernizowana. Na jej terenie znajdowało się przedszkole dla dzieci pracowników MZA.
W 2014 roku w zajezdni pojawiły się pierwsze tramwaje Pesa Jazz Duo. Na terenie zajezdni Wola znajduje się również budynek zarządu Tramwajów Warszawskich

Ciekawostki

  • Zajezdnia "Wola" jest najmniejszą zajezdnią
  • Obok zajezdni znajduje się Zakład Naprawy Taboru T-3
  • "Wola" jest zakładem na który trafia każdy tramwaj, który przejedzie do Warszawy. Jest to spowodowane jej usytuowaniem (najdalej wysunięta zajezdnia na zachód, łatwy dojazd z autostrady).
  • Zajezdnia "R-1" jako pierwsza "pozbyła się" tramwajów typu 13N. Pierwsze pojazdy tego typu pojawiły się w roku 1962, a ostatni opuścił zakład w 1986.
  • Zajezdnia od roku 2014 posiada na stanie wagon zabytkowy 1000+1001. Był to pierwszy wyprodukowany wagon typu 105N.
  • Zajezdnia jako jedyna nie posiada wagonów typu 105Na. Jako jedyne z rodziny 105N występują (nie uwzględniając składu zabytkowego): 105N2k (tzw. tyrystory), 105N2k/2000 (tzw. delfiny), 105Nz, oraz 105Ni.
  • Czas przeznaczony na OC zjazdową wynosi 25 minut (na pozostałych zajezdniach jest to 15 minut). Jest to czas przeznaczony na czynności wykonywane po zjeździe tramwaju.
  • Na stronie Tramwajów Warszawskich istnieje możliwość odbycia wirtualnego spaceru po zajezdni
  • Na terenie hali nr 1 znajduje się strzeżone przejście przez tor nr 6 (tor OC)

niedziela, 28 stycznia 2018

Neoromański kościół św. Jakuba

W latach 1904–1905 obchodzono w Warszawie jubileusz 50-lecia ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Urządzono Wystawę Mariańską i powołano Komitet Społeczny wybudowania kościoła – pomnika na cześć Niepokalanego Poczęcia N.M.P. Znalazł się fundator p. Jan Grądzki, który zaofiarował sumę 300.000 rubli. Rozpisano konkurs na projekt świątyni. Pierwszą nagrodę zdobył architekt Oskar Sosnowski i powołano go na stanowisko budowniczego kościoła. 24 IX 1911r. został poświęcony kamień węgielny przez ks. Bpa Kazimierza Ruszkiewicza. Do I Wojny Światowej wybudowano wieżę i mury kościoła na wysokość okien naw bocznych. Wojna przerwała budowę. 


17 marca 1918 roku Ks. Arcybiskup Aleksander Kakowski erygował parafię powołując na proboszcza ks. Jakuba Dąbrowskiego. Kościół parafialny pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w parafii św. Jakuba w Warszawie został zbudowany w latach 1910–1939, wg projektu Oskara Sosnowskiego, w stylu neoromańskim – z cegły, trzynawowy, prezbiterium zamknięte apsydą, na zakończeniu naw bocznych znajdują się kaplice: Matki Bożej oraz Najświętszego Sakramentu, na frontonie wieża o podstawie kwadratu. Budowa miała dwie zasadnicze fazy: pierwsza: 1918–1927, kiedy to mury wyciągnięto do wysokości dachów na nawach bocznych i na nawie głównej oraz druga faza: 1927–1939, gdy równocześnie budowano mury kaplicy Matki Bożej, zakrystię, prezbiterium i wieżę nad kaplicą Pana Jezusa. Następnie zasklepiono nawy, położono więźbę dachową i zamknięto otwory okienne i drzwiowe. W czasie II Wojny Światowej, szczególnie podczas Powstania Warszawskiego, kościół został znacznie uszkodzony (spalony dach nad nawą główną, mocno uszkodzona wieża). 

Podczas Powstania spłonęła również drewniana wieża stojąca obok kościoła, w której były umieszczone dzwony przeznaczone do Świątyni Opatrzności Bożej. W czasie bombardowania we wrześniu 1939 r. zginął pierwszy proboszcz parafii ks. Jakub Dąbrowski. Po wojnie kościół został odbudowany w latach 1945–1960 przez ks. infułata Stanisława Mystkowskiego. Konsekracji kościoła dokonał 24 IX 1960 roku Ks. kardynał Stefan Wyszyński. We wnętrzu kościoła znajdują się: ołtarz przedsoborowy z marmuru wg projektu arch. J. Zachwatowicza, ambona z płaskorzeźbami projektowanymi przez ks. M. Węglewicza, stacje Drogi Krzyżowej (dzieło Franciszka Masiaka), płaskorzeźba Serca Pana Jezusa z białego marmuru wykonana przez p. Zofię Trzcińską- Kamińską, ołtarzyk z obrazem Miłosierdzia Bożego, belka tęczowa z krzyżem, ołtarz posoborowy z białego marmuru. Polichromia kościoła jest dziełem artystów plastyków Heleny i Lecha Grześkiewiczów, a później także ich syna Piotra, którzy w 1947 roku wykonali freski w prezbiterium, w latach 1980—1982 freski na ścianach nawy głównej, w 1984 roku mozaikę Matki Bożej Częstochowskiej na frontonie kościoła, a w 1996r. freski i wystrój Kaplicy Najświętszego Sakramentu. W latach 70-tych dach kościoła został pokryty blachą miedzianą. Witraże o tematyce religijno- patriotycznej, wg projektu ks. H. Żochowskiego, wykonał witrażysta ze szkoły toruńskiej p. Ryszard Więckowski w latach 1987-89. W kaplicy Matki Bożej znajduje się figura Niepokalanej wykonana w marmurze carrara przez rzeźbiarkę p. Zofię Trzcińską–Kamińską. Parafia posiada zabytkowy Krucyfiks z XVII wieku.

Wirtualny spacer po parafii św. Jakuba

wtorek, 12 grudnia 2017

Tajemnicza kapliczka na Mokotowie

Niewiele o niej wiadomo. Wykuty na postumencie napis "LE XI MAI MDCCCXLIX" wskazuje, że pojawiła się tu w dniu 11 maja 1849 roku. Kto jednak był jej pomysłodawcą? Kto wykonawcą? Tego nie wiemy.
Zapewne "maczał w tym palce" jakiś Francuz. Świadczyć o tym może nie tylko wspomniana wyżej data (zapisana częściowo właśnie po francusku), ale także prośba umieszczona pod nogami Maryi - Protégez-nous (z fr. Chroń nas).


Ale - znowu - to wcale nie musi być prawda. Język francuski używany był bowiem w tamtych czasach dość powszechnie przez ludzi wykształconych, nikogo nie dziwiło jego użycie w różnych sytuacjach życia codziennego. Rodzice często dyskutowali po francusku w obecności dzieci, nie chcąc, by rozumiały one rozmowę dorosłych.
Jakie były losy kapliczki przy ul. Bielawskiej? Może powstała jako wyraz wdzięczności za opiekę - jak w przypadku swej młodszej o prawie 100 lat odpowiedniczki z leżącej na Ochocie ul. Słupeckiej? Tamtą ufundowali w roku 1943 mieszkańcy kamienicy nr 4 dla uczczenia faktu, że nie spadły na ich dom bomby zrzucane w nocy 12/13 maja przez radzieckie lotnictwo (sic!). A może to tylko prośba o opiekę (ochronę) na przyszłość? I kto właściwie o to prosił? Właściciel okolicznych ziem? Mieszkańcy wsi? (Mokotów został przyłączony do Warszawy dopiero w 1916 roku, zatem po 67 latach od daty podanej na cokole kapliczki).
Dużo tych znaków zapytania. Ale kapliczka ładna, warto na chwilę przed nią przystanąć i pomyśleć nad przemijaniem świata...

czwartek, 16 listopada 2017

Cmentarz Obrońców Warszawy / Field cemetary

W tym miejscu w 1939 r. powstał przy płocie Parku Ujazdowskiego Cmentarz polowy. Grzebano tutaj rannych ze Szpitala Ujazdowskiego. W sumie w okresie okupacji pochowano tutaj 696 osób.


Wiosną 1940 r. z inicjatywy kierownictwa szpitala ustawiono pomnik ofiar. Autorem płaskorzeźby był Stanisław Komaszewski.

Cmentarz przetrwał okupację i powstanie warszawskie. W 1950 r. ekshumowano szczątki pochowanych żołnierzy i przeniesiono na Wojskowe Powązki. Na swoim miejscu pozostał pomnik.

wtorek, 3 października 2017

Palmy na Mokotowie // The palms of Mokotow

Tekst pochodzi z:
Palms of Mokotow  - GC323E2
Właściciel: 13MAR



Zaczyna się cała historia w Anglii, gdzie swego czasu mieszkałam. (a już keszowałam - takie cacherskie przedszkole). Dzięki keszom poznawałam Anglię, miejsca w Londynie, o których nawet D. Acroyd nie miał pojęcia (a nawet jeśli miał, to o nich nie pisał:)). Po powrocie do kraju okazało się, że większość moich rekordów na GC padło właśnie tam. NIgdy w życiu nie zastanawiałam się czy biję jakieś rekordy czy nie. Wychodzę z kretyńskiego może założenia, że jak mi się to podoba, to robię. A nie - to nie.Teraz koleje losu przywlokły mnie do Warszawy. I tu okazało się, że istnieją skrzynki typu challenge. I oczywiście byłam ciut ciut od zdobycia kilku challengy (tak, tak - wtedy w UK). Ale mi nie wyszło bo nie wiedziałam o ich istnieniu.
I oczywiście na początku pobytu w Warszawie wyciągnęłam większość skrytek naokoło domu i pracy. I teraz na realizację challenga o 30 dniowej ciągłości... zabrakło mi takich prościutkich tradycyjniaków "pod nosem". Trzeba się będzie przeprowadzić...
Ale wracająd do palm na Mokotowie. Dwa dni temu - zachowując DWUdniowy (sic!) ciąg znalezień, znalazłam Aleję Brzozową. Wciąż mając z tyłu głowy challenge i zapominając na chwilę, że szans na niego nie mam żadnych, podjechałam do owych palm. Sprawdzić czy kesz na miejscu, gdzie dokładnie, żeby w brakującym dniu ot skoczyć i wyciągnąć.
I wtedy do mnie podeszła dziewczyna. Przecudnej urody. I na dokładkę na 4 łapach. Tak - mówię o psie. A że moja została na południu Polski... no to chyba jasne że o keszu prawie zapomniałam. Ale nie dane mi było, gdyż ciągnięty przez sunię właściciel (psa, nie kesza) okazał się całkiem sympatycznym człekiem i zadał jedno pytanie
- Kesza szukasz?
A ja myślałam że rower stanowi wystarczający kamuflaż...
Zatem dziś - bo właśnie nastąpił ten dzień, kiedy nie dało się keszować nigdzie indziej - podjechałam i pobrałam jak swoje :)
Piesa tym razem nie było - dlatego do domu /2 km dalej - chyba nawet niecałe) wróciłam przed północą:)

Poniżej opis tegoż miejsca zaczerpnięty z geocaching.com:

W pobliżu parku Pole Mokotowskie znajduje się nowoczesne osiedle. Może się wydawać, ze w takim miejscu nie znajdziemy niczego poza drogimi samochodami... 



Jednak to miejsce w swoim sercu kryje ponad 80-letnie palmy! Palmiarnia została otworzona 29 listopada 1929 roku przez Józefa Leona Danielewicza, w ramach programu Warszawa w kwiatach, który zakładał przystrojenie stolicy kwiatami z całego świata. W palmiarni zasadzono palmy daktylowe, bananowe oraz figowce. Pod koniec II Wojny Światowej budynek został zniszczony, ale rośliny jakimś cudem ocalały. Po wojnie palmiarnia została odbudowana i w niezmienionej formie przetrwała aż do 2008 roku. Kiedy wokół palmiarni zaczęły rosnąć apartamentowce, a palmy były na tyle duże, ze nie mieściły się już w starym budynku, zdecydowano się na przebudowę palmiarni. Dzisiaj w budynku mieści się również restauracja sushi.


================================

There is modern housing estate near park called Pole Mokotowskie in Warsaw. It seems that in such place you can find only expensive cars... but this place hides, in its' heart, 80 years old palms! Palm house was opened on 29th November 1929 by Jozef Leon Danielewicz, as a part of program Warsaw in flowers, which provided a plan of decorating Warsaw with flowers from around the world. There were date-palms, banana palms and fig-trees planted. In the end of Second World War building was completely damaged, but fortunately trees survived. After the war, palm house was rebuilded and it stayed unchanged since 2008. When palms where too big for old building, owner decided to build new bigger and modern palm house. Nowadays there is also sushi restaurant in this building.

środa, 27 września 2017

Stary dom przy ulicy Bema

W budynku mieścilo się Towarzystwo Przemysłowe Zakładów Mechanicznych „Lilpop, Rau i Loewenstein”. Założyli je bracia Evans w 1818 roku. Z założenia miała to być odlewnia i warsztaty mechaniczne produkujące narzędzia rolnicze. W 1863 r przejęte przez Stanisława Lilpopa i Wilhelma Raua. W 1968 dołączył do nich Ludwik Loewenstein. Pierwotnie były to budynki dawnej fabryki Towarzystwa Augusta Rephana, a zostały wykupione przez wyżej wymienionych panów na początku XXw. W 1936r, fabryka zatrudniała 3.5 tys. pracowników (sic!). Produkowano tu m.in. wagony, maszyny specjalne, samochody osobowe i ciężarowe na licencji General Motors. Oczywiście część produkcji była przeznaczona dla przemysłu zbrojeniowego. W 1944r. większość zabudowań została zniszczona. Przetrwał narożny budynek mieszkalny z zespołem bramnym, frontowy bydynek mieszkalny, hala warsztatu mechanicznego, dawana stajnia lub garaż. Zachowały się niektóre elementy wystroju wewnętrznego.

wtorek, 26 września 2017

(Nie) chciany Pałac Kultury i Nauki

Tekst pochodzi z "odmętów internetu" co oznacza, że po prostu nie pamiętam, skąd go zaczerpnęłam w czasach, kiedy nie do końca przywiązywałam wagę do źródła. Prawdopodobnie tekst pochodzi z początków wieku - tego wieku.





Jak wynika z powyższego, tekst nie jest mój. Nie oznacza to jednak, że się z nim nie zgadzam. W sumie... żal mi trochę Warszawy - stolicy Polski, którą niektórzy traktują po macoszemu wywyższając się posiadaniem "zachowanych starych miast", nad warszawskim, zrekonstruowanym... (ale jak! Unesco doceniło, a Polacy nie). Żal mi Warszawy, bo rozpoznawalnym symbolem miasta, stał się dar znienawidzonego Narodu Radzieckiego (Radzieckiego, nie Rosyjskiego - to ogromna różnica)

Przypomniał mi się w tym miejscu cytat z Kultury Kłamstwa chorwackiej (jugosłowiańskiej) eseistki, Dubravki Ugresić. Na pytanie dlaczego kocha swój kraj, jako uczennica szkoły powszechnej odpowiedziała: Kocham mój kraj, bo jest mały i jest mi go żal. 

Nie ma to nic wspólnego z tematem PKiN, Warszawą, czy symbolami, ale ma trochę wspólnego z żalem. 

Osobiście uważam, że PKiN jest wpisany w krajobraz Warszawy i trudno znaleźć bardziej rozpoznawalne miejsce w stolicy. Mówię tu o samym budynku, a nie o instytucjach które w Pałacu mają swoje siedziby. Nie mówię tu też o platformie widokowej, ani o imprezach organizowanych tamże. Jedynie o samym budynku. Czy jest ładny? Nie potrafię ocenić. Jest tak bardzo charakterystyczny, że trudno ocenić jego urodę. Ale niewątpliwie stojąc w tym miejscu ponad 50 lat jest zabytkiem. I jako zabytek powinien być chroniony. Powinien być chroniony jako symbol miasta również. A z trzeciej strony - jako miejsce historyczne. Zbyt łatwo zapominamy o przeszłości i zbyt łatwo wyrzucamy z pamięci i okolicy miejsca związane z nami, naszym pokoleniem, krajem, miastem. Wyburzyć jest łatwo. Tylko jak to potem zrekonstruować, zeby pokazać pokoleniom historię? Jak uczyć przyszłe pokolenia historii, której nie można zwizualizować? Pokazywać Killera, gdzie "więcej takich..."  czy Misia, gdzie PKiN zostaje, nomen omen, zburzony?


Zatem poniżej znajduje się tekst o PKiN zaczerpnięty... skądś :)
============================================================
Liczący ponad 50 lat Pałac Kultury i Nauki w Warszawie (PKiN), zbudowany jako "dar narodów Związku Radzieckiego dla Polski", jest najwyższą budowlą w Warszawie i jedną z największych atrakcji turystycznych stolicy. W warszawiakach budzi jednak mieszane uczucia. Obecnie czeka na wpisanie na listę zabytków.  Pomysłodawcą budowy PKiN był Józef Stalin, a projekt opracował architekt Lew Rudniew. Chciał on postawić biurowiec w stylu polskim. Aby zgromadzić potrzebne informacje i zapoznać się z polską architekturą, Rudniew odwiedził kilka polskich miast, m.in. Kraków, Chełm i Zamość. Rudniew i jego współpracownicy przygotowali pięć projektów, spośród których władze Polski wybrały projekt 120- Metrowego wieżowca. Ostatecznie powstał budynek wysoki na 168 m (nie licząc iglicy). Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina budowniczowie wznosili przez 1175 dni. Około 3,5 tys. budowniczych z Rosji zamieszkało wówczas  w specjalnie dla nich wybudowanym osiedlu domków fińskich "Przyjaźń" na Jelonkach- z kinem, stołówką, świetlicą i basenem. Część osiedla zachowała się do dziś. Przy budowie pracowało też do 4 tys. Polaków.



"Dar narodów Związku Radzieckiego dla Polski" oficjalnie przekazano Polsce 22 lipca 1955 r. Ówczesny premier Józef Cyrankiewicz przecinając wstęgę powiedział, że Pałac "zaczął promieniować nad Warszawą", a "promieniować" miał kulturą i nauką. Pozłacane nożyczki, którymi Cyrankiewicz przecinał wstęgę, do dziś zachowały się w pałacowych zbiorach. Warszawiacy nie odnosili się do "daru" tak entuzjastycznie, jak komunistyczne władze. Niechęć ta miała swoje Uzasadnienie- budynek nosił imię Józefa Stalina i symbolizował sowieckie zniewolenie Polski. Wyśmiewano też architekturę obiektu, porównywanego do "lodowego tortu" czy "snu pijanego cukiernika". 

Przez lata Pałac gościł dziesiątki polityków i znakomitości świata kultury. PKiN odwiedzili m.in. premier Indii Jawaharlal Nehru, kosmonauci Jurij Gagarin i Walentyna Tierieszkowa, a także przywódca Jugosławii Josip Broz-Tito. W Sali Kongresowej Pałacu występowali m.in. Marlena Dietrich, Ella Fitzgerald, Jan Kiepura i The Rolling Stones. Odbywały się w niej zjazdy PZPR, również ten ostatni w 1990 r.


Pozytywne strony Pałacu dostrzegają turyści, dla których smukły budynek jest doskonałym punktem orientacyjnym podczas  zwiedzania stolicy. Obcokrajowcy często jako symbol naszej stolicy wymieniają właśnie Pałac Kultury. W latach 90. było wielu chętnych do przebudowy Pałacu. Projekty nie mogły być jednak zrealizowane, m.in. ze względu na wysokie koszty, niektóre uznano zaś za mało poważne. Ponoć pewien Włoch zaoferował pomalowanie, za darmo, całego Pałacu na różowo. Dziś wielu warszawiaków darzy Pałac sympatią i sentymentem. 

W sylwestrową noc 2000 roku na szczycie Pałacu Kultury odsłonięty został drugi co do wielkości w Europie zegar. Jego cztery tarcze mają średnice po 6 metrów. Według warszawskiej prasy, jest to najwyżej położony zegar wieżowy na świecie. Zbudowany z kamienia i piaskowca pałac mierzy do czubka iglicy 230,68 m i liczy 42 piętra. Na powierzchni 123 tys. m kw. znajduje się niemal 3290 pomieszczeń. Zajmuje je m.in. Polska Akademia Nauk i Polska Fundacja Upowszechniania Nauki, szkoła wyższa, polski komitet UNESCO, banki i wiele firm. Działają Pałac Młodzieży, teatry, Muzeum Techniki i kinoteka. Na wysokości 30. piętra PKiN znajduje się taras widokowy. Zabezpieczono go kratami po serii samobójczych skoków z tego miejsca. W 1956 r. z tarasu skoczył Francuz, później w sumie siedmiu Polaków- czytamy na internetowej stronie PKIN. Zdarza się, że na elewacji Pałacu wyrastają drzewa- brzozy, topole. Nie mają jednak więcej niż pół metra wysokości. Roślinność na PKiN to zwykle rośliny jednoroczne, kilkuletnie okazy należą do rzadkości. Elewację najwyższych pięter giganta upodobały sobie sowy, pustułki i sokoły wędrowne.


sobota, 23 września 2017

Ryszard Kaczorowski


„To był człowiek, który nie grał. Jego życie było służbą.”
Ostatni prezydent Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie, bohater II wojny światowej, instruktor harcerski, białostoczanin, honorowy obywatel Białegostoku.
Urodził się w 1919 roku. Przed wojną był instruktorem harcerskim. Harcerstwo było osią jego życia. Z nim najmłodszy syn rodziny pieczętującej się szlacheckim herbem Jelita związał się jeszcze przed II wojną światową. Za harcerstwo - konkretnie tworzenie konspiracyjnych Szarych Szeregów pod sowiecką okupacją - trafił w 1940 r. do celi śmierci w sowieckim więzieniu. Sto dni oczekiwał na wykonanie wyroku. Wojskowy sąd karę najwyższą zmienił na 10 lat łagrów.


Karę odbywał w Dolinie Śmierci nad Kołymą, wyrywając dla Stalina z wiecznej zmarzliny złoto. Wolność odzyskał dwa lata po aresztowaniu, po podpisaniu układu Majskiego. Potem był mundur II Korpusu, upał i cholera w Palestynie. Półwysep Apeniński. Pod Monte Cassino Kaczorowski dowodził jednym z ośrodków łączności w 2. Brygadzie strzelców. Przeszedł z Andersem cały szlak bojowy.

Po zakończeniu wojny pozostał w Wielkiej Brytanii. Powrócił też do harcerstwa. Jako absolwent londyńskiej szkoły handlu zagranicznego aż do przejścia na emeryturę zajmował się księgowością w przemyśle. Równocześnie aktywnie działał w organizacjach emigracyjnych, budując harcerstwo na obczyźnie. Włączył się w działalność Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami kraju: był naczelnikiem harcerzy w latach 1955-1967 i przewodniczącym ZHP w latach 1967-1988. Był także komendantem reprezentacji polskiej na Międzynarodowym Jubileuszowym Jamboree w 1957 roku oraz komendantem Światowego Zlotu Harcerstwa na Monte Cassino w 1969 i w Belgii w 1982 roku.

W 1986 w rządzie na emigracji został ministrem do spraw krajowych, w 1989, po nagłej śmierci Kazimierza Sabbata, objął stanowisko prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. Przysięgę złożył w tym samym dniu, w którym Sejm w kraju wybrał na to stanowisko Wojciecha Jaruzelskiego. Urzędujący w Londynie prezydent na uchodźstwie nigdy nie miał znaczącej realnej władzy, a zwłaszcza w obliczu przemian ustrojowych w Polsce stanowisko to stawało się coraz bardziej pozbawione znaczenia. Jego rola jako symbolu była jednak nie do przecenienia.
Rok później w grudniu urząd i insygnia władzy, wśród nich insygnia Orderu Orła Białego i Orderu Odrodzenia Polski przekazał na Zamku Królewskim w Warszawie Lechowi Wałęsie. W 2004 r. Elżbieta II za zasługi na rzecz Polonii Brytyjskiej uhonorowała go orderem św. Michała i św. Jerzego.

Na swoje 90. urodziny przyjechał do rodzinnego Białegostoku. W ciągu ostatnich 20 lat chętnie tu wracał. Miasto przyznało mu honorowe obywatelstwo, on lokalnemu uniwersytetowi podarował swój księgozbiór.

Mało kto dawał mu 90 lat. Prezydent zawsze trzymał się prosto, mówiąc jasno, klarownie i na temat.

Zginął w katastrofie polskiego samolotu prezydenckiego TU-154 pod Smoleńskiem w drodze na uroczystości w Katyniu 10 kwietnia 2010.
W tym domu mieszkał w latach 1998 - 2010. Obok tablica pamiątkowa.  Mało kto przechodząc tędy podnosi głowę by ją zauważyć. Warto na chwilę się zatrzymać.