Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Służewiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Służewiec. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 sierpnia 2017

Notatka służbowa - Fort Zbarż

Prądkami pierdolca zaraziła mnie w dziecięctwie babcia. To genetyczna choroba, z którą walczyć się nie da. Można ją od siebie odsuwać, starać się zapomnieć, ale te starania są z góry skazane na niepowodzenie. Bo wtedy odzywają się owsiki - rusz się gdzieś... 

Owsikami od dawien dawna zarażony był Siemirad. I tak jakoś - w odmętach warszawskiego Mordoru, przy zepsutym automacie na kawę, moje prądki pierdolca i owsiki Siemirada jakoś się spotkały. Efektem były próby rowero-keszobrania z trzecim winnym przestępstwa - Pauliną. Takie były początki keszo-świra Siemirada. 

Zatem gdy kilka dni temu - znów przy tym automacie na kawę (magiczny czy co?) Siemirad zaproponował forty... No przecież nie mogłam odmówić. Już wcześniej przymierzałam się do Fortu Zbarż, więc zdjęcia miałam oblukane. No skoro fort zalany, to trzeba kaloszki. Nie wpadło mi tylko do głowy, że może trzeba by też tzw. dry-suita z aqualungiem...




I w tych kaloszkach ruszyliśmy po pracy w kierunku fortu. Nie uwzględniłam waypointa PARKING - w efekcie czego zatrzymaliśmy samochod tak trochę bez sensu, po drugiej stronie. 

Kesz jest tam gdzie miał być - tylko że z początku myśleliśmy o innym trzecim. 

Wymaga zdecydowanie wizyty właściciela, bądź osoby z plecakiem keszoratującym - brak logbooka (brak nawet kartki), pisadła, że o kretach i TB nawet nie wspomnę. A szkoda - bo i miejsce fajne, i fort zacny i sama skrzynka też całkiem sobie, gdyby nie brak zawartości :)
Z zapasów pirackich - "część czegoś co się akurat miało przy sobie" wrzuciliśmy do środka:
- kartkę A4, na której namazialismy hasło Logbook i nazwę skrzynki. (druga strona zapisana, niestety nie ieliśmy czystej - co było błędem, który w końcu muszę się nauczyć naprawiać, zanim zaistnieje - czytaj - noś zapasowy logbook przy sobie)
- Geocoina żeby choć jeden przedmiot podróżny był. Za nic nie pamiętam, skąd się wziął w moim posiadaniu, bo GC nie zabieram z zasady (bo nie mam pojęcia co z nimi robic)
- jakieś dwa fanty.
- nie dołożyłam pisadła, bo miałam jedno. A bylo mi (a taką miałam nadzieję) potrzebne do logowania drugiego kesza. W planach mieliśmy dwa...


===================================
O forcie:
Fort VII ("Zbarż") - to jeden z fortów pierścienia zewnętrznego Twierdzy Warszawa, wybudowany w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Poprzednim w kolejności jest Fort VI "Okęcie", zaś następnym Fort VIII "Służew".

Jednowałowy, otoczony fosą fort zbudowano na planie pięcioboku. W ramach likwidacji twierdzy po 1909 roku fort został częściowo rozebrany. W czasie jednej z modernizacji wzniesiono jedną z niewielu w Warszawie betonową kaponierę przeciwskarpową, której potężne ruiny istnieją do dziś. W okresie późniejszym nastąpiło zalanie terenu fortu, co doprowadziło ceglane koszary do ruiny. 
Fort był przed 1989 wykorzystywany przez wojsko. Niektórzy żołnierze, którzy tu służyli twierdzą, że fosa była pełna ryb i nie jeden żołnierz urozmaicał sobie menu wojskowe.
Obecnie otoczenie fortu wykorzystywane jest jako ogródki działkowe. Sam fort, znajdujący się w stanie ruiny, jest własnością Agencji Mienia Wojskowego. Obecnie fort jest prawie w całości dostępny dla entuzjastów historii oraz dla wędkarzy (fosa ponoć obfituje w ryby). 
 Z tej strony fosy można zrobić ładne zdjęcia fortu przede wszystkim rano, kiedy jest najlepsze światło. Niestety obszar mocno zaśmiecony.

sobota, 10 czerwca 2017

Domki - Grzybki. Eksperyment architektoniczny

Tekst pochodzi z:
Osiedle domków-grzybków - OP2570
Architektoniczne eksperymenty
Właściciel: Johnny224

W Warszawie było kilka eksperymentów budowniczych. Starsi mieszkańcy stolicy pamiętają może osiedle tzw. domków fińskich postawione niedługo po wojnie w okolicach pól mokotowskich, niedaleko GUSu. Osiedle to niestety nie przetrwało próby czasu i dzisiaj chyba już nie ma po nim śladu. Domki fińskie zachowały się natomiast na Bemowie - Osiedle Przyjaźń. Nieźle jest też zachowane osiedle Jazdów, między Sejmem a Parkiem Ujazdowskim. BTW mieszkało tu kilka znanych postaci.
W latach 60. XXw pewien architekt wpadł na pomysł zbudowania domków w kształcie grzybków (takich tam borowików dajmy na to). Domki oczywiście postawione na planie koła okazały się dość drogie, na dodatek trzeba było kupowac specjalnie zamawiane meble, bo nic standardowego nie pasowało. Z wielkich planów zrealizowano zaledwie część, ale kilka takich domków, zwanych też "Kopulakami" (choć to może być bliskie innym skojarzeniom), pozostało do dziś kilka. Są zamieszkałe, ale wiele z nich dość znacznie przerobiono, a właściwie rozbudowano. Powstał nawet dwupiętrowy twór z przeszkloną windą i coś z jakiś motywem greckim.

Updated: n/a

Domki-Grzybki w sieci:

Krajoznawczo i historycznie: 
Konstrukcyjno - architektonicznie. I energooszczędnie:


czwartek, 30 marca 2017

Nad Smródką

Staw Służewiecki w ciągu Potoku Służewieckiego (dawna Sadurka) zwanego pieszczotliwie "Smródką" przeszedł już wiele w czasie swego istnienia. Jego funkcja retencyjna zaczęła zanikać w wyniku zaniedbania. Staw sukcesywnie zarastał i dziczał. Miało to też swoje pozytywne strony. W zaroślach pojawiły się bażanty - kiedyś doliczono się kilkunastu par z młodymi, których nie zrażał unoszący się fetor i zanieczyszczenia płynące Smródką. Ustanowiono nawet rezerwat... Dziś Staw Służewiecki przechodzi wraz ze swoim otoczeniem rewitalizację. Czy stanie się on miejscem spacerów okolicznych mieszkańców? Mam nadzieję, że tak...
Pierwszy raz nad Smródkę zabrał mnie na spacer Ojciec. Dla kilkuletniego szkraba potok szumiący wodą obmywającą liczne kamienie miał znaczenie magiczne... Po kilku latach przychodziło się naszą "bandą" w to miejsce puszczać łódki, pływać na styropianach lub budować fantastyczne tamy (dzisiejsze gry typu Minecraft czy inne, to pikuś w porównaniu z naszymi niewirtualnymi konstrukcjami)... Dziś też zaglądam nad moją Smródkę. Odwiedzam to miejsce z jednym z członków naszej starej "bandy". Oczywiście pokazałem je kolejnemu pokoleniu ;)

Opis autorstwa forever141

niedziela, 26 marca 2017

Warszawski Mordor...

Przyjechałam tutaj w 2015 na rozmowę kwalifikacyjną, dotyczącą rezydentury w słonecznej Grecji. Na osłodę biurowo-korporacyjnego wrażenia, wyciągnęłam sobie wówczas nieodległego keszyka. Nie sądziłam jednak, że to okrutnie nowoczesne, beznadziejnie skomunikowane i ogólnie bezduszne miejsce, stanie się za niecałe dwa lata, moim stałym miejscem pracy i powodem do przenosin "do stolycy" i do poznawania jej inaczej...

Dawna dzielnica przemysłowa, zwana kiedyś Służewiem Przemysłowym. W latach 50tych XXw. miały tu siedziby zatrudniające tysiące ludzi: TEWA, ELWA, ZAKLADY CERAMIKI RADIOWEJ, ZREMB. Dziś ślady ostatnich zakładów można jeszcze znaleźć szukając ich wśród nowych biur.

Pod koniec XX wieku tereny staja się modna dzielnica biurowa (okolice ulic Wołoskiej, Marynarskiej, Postępu i Cybernetyki), gdzie białe kołnierzyki mijają wyluzowanych technologicznych geeków.

Tysiące zabieganych pracowników, szklane biurowce i samochody zaparkowane w błocie, na trawnikach, przystankach – gdzie tylko się da. Warszawski Mordor, choć przeklinany przez osoby zmuszone tam pracować, od dwóch dziesięcioleci rozwija się w imponującym tempie i nic nie wskazuje na to, by miał zamiar zwolnić.
     Na dawnych terenach Służewca Przemysłowego w wolnej Polsce wyrosło więcej biurowców niż w Krakowie, Poznaniu i Łodzi łącznie. To drugie, po centrum Warszawy, największe zagłębie korporacji w Polsce. Codziennie do pracy dojeżdża tu 100 tys. osób. Efektem są gigantyczne korki i zatłoczona komunikacja miejska. Z tego powodu do dzielnicy tej przylgnęła nowa, nawiązująca do Tolkienowskiej krainy zła, nazwa Mordor.
     Przede wszystkim Mordor oddaje tutaj specyfikę tego miejsca jeśli chodzi o zatłoczenie, o korki i o problemy w komunikacji. Z drugiej strony Mordor jest określeniem obrazującym, jak wygląda życie szeregowego pracownika takiej korporacji, które najczęściej opisywane jest jako trudne, ciężkie, związane z wieloma wymogami i zasadami.
     Nazwa, która jakiś czas temu zaczęła życie w internecie weszła do języka warszawiaków. Nie da się jednak ukryć, że wielu pracowników na Służewiec narzeka. Facebookowy profil „Mordor na Domaniewskiej” zgromadził ponad 60 tys. fanów. Mordor pozostaje więc wciąż jednym z największych placów budowy w Warszawie. W budowie znajduje się kolejne 150 tys. mkw powierzchni biurowej, najemcy chętnie wynajmują biura na tym terenie ze względu na niższe niż w centrum stawki czynszów.
     Ale dlaczego w ogóle w Warszawie powstał Mordor? Co przyciągnęło inwestorów do tej, oddalonej przecież od ścisłego centrum dzielnicy?
     Na tych terenach znajdowały się duże zakłady przemysłowe. Po ich upadku grunty zostały uwłaszczone. Ich atrakcyjność dla inwestorów wynikała z uzbrojenia terenu we wszystkie media oraz, jak się wówczas wydawało, dobrego dojazdu. Nie bez znaczenia były też niższe niż w centrum Warszawy ceny gruntów. 

** Mordor (sin. Czarny Kraj) – kraina położona w stworzonej przez J.R.R. Tolkiena mitologii Śródziemia, siedziba Saurona. Jej szczegółowe opisy znajdują się we Władcy Pierścieni. Zamieszkiwali ją słudzy Saurona, m.in. orkowie, trolle i Nazgûle. W kraju tym znajdowała się forteca Saurona, Barad-dûr oraz Orodruina, wulkan, miejsce wykucia Jedynego Pierścienia.

sobota, 25 marca 2017

Muzeum Kowalstwa


Muzeum powstało w 1999 roku, z inicjatywy małżeństwa Eleonory i Zdzislawa Galeckich. W skład muzeum wchodzi kuźnia o powierzchni 30 m2, konstrukcji drewnianej, zrębowej, z wyposażeniem charakterystycznym dla podmiejskich kuźni z początku XX w. z terenu Mazowsza.





Kontynuuje ona tradycje dawnej kuźni służewieckiej, o 200-letnim udokumentowaniu; pisał o niej m.in. Jerzy Kasprzycki w "Życiu Warszawy", w cyklu "Warszawskie pożegnania", w artykule pt.: "Stara Kuźnia".
Wyposażenie kuźni, stanowią przedmioty i narzędzia z epoki, wykorzystywane w dawnych warsztatach kowalskich. Na terenie przed kuźnia zgromadzone są urządzenia i maszyny rolnicze oraz ogrodnicze, które kowal wyrabiał lub naprawiał.

Oprócz stałej ekspozycji wnętrza, prezentowane są czasowo rzeźba i malarstwo nawiązujące tematem do charakteru muzeum.


W godzinach otwarcia Muzeum, jest czynna Czytelnia, ze zbiorem literatury dotyczącej historii sztuki, rzemiosła artystycznego, architektury i kowalstwa. W muzeum, prowadzone są również, pokazy obróbki żelaza na gorąco dla dzieci i młodzieży ze szkól i przedszkoli.
Warto się tam wybrać również podczas organizowanych w maju 'Nocy Muzeów', by zobaczyć pokazy kucia tradycyjnymi metodami.

czwartek, 23 marca 2017

Nepomuk ze Służewa

 Jan Nepomucen według tradycji ludowej był świętym, który chronił pola i zasiewy przed powodzią, ale również i przed susza. Dlatego figury Jana Nepomucena (nepomuki) można spotkać jeszcze dzisiaj przy drogach w sąsiedztwie mostów, rzek, ale również na placach publicznych i kościelnych oraz na skrzyżowaniach dróg.  



Jan Nepomucen ze Służewa znajduje się tuz u zbiegu ulicy Nowoursynowskiej oraz Doliny Sluzewieckiej, nieopodal potoku Sluzewieckiego.

Pierwotnie rzeźba usytuowana była przed wzgórzem na którym stoi kosciól p.w. sw. Katarzyny, a w związku z przebudowa drogi w latach 70-tych, ustawiono go na obecnym miejscu.

Więcej o warszawskich nepomukach znajdziecie na stronie: Warszawskie Nepomuki

W sieci znalazłam stronę poświęconą nepomukom w Polsce i nie tylko. Absolutnie genialna rzecz - szczególnie dla tych, którzy szukają i znajdują. Polecam nepomuki.pl



wtorek, 21 marca 2017

Dzień wagarowicza w ciemnych uliczkach Mordoru

:

Bywają takie dni, kiedy czujesz się jak tabaka w rogu. 

Bywają takie dni, kiedy czujesz, że równie dobrze mogliby do Ciebie mówić po mandaryńsku.

Taki dzień mam dziś - dzień szkoleniowy. Nie dość, że po mandaryńsku to jeszcze w ichniejszych robaczkach. A jakoś akurat przez przypadek jednego robaczka od drugiego za nic nie rozpoznajesz... 
Taki dzień nazywam dniem ciężkim. 
I taki był dziś.
Zastosować należy wówczas radę kolegi z działu, który co prawda nie keszuje, ale to właśnie jemu, dwa dni wcześniej, tłumaczyłam na czym to polega i dlaczego jest takie fajne. I dziś - wspomniany wyżej kolega - odwdzięczył się niespodziewaną radą...
- Idź sobie wyciągnij parę skrzynek. Może się odstresujesz...
Aż dziw, że padło to z ust nie-keszera. I równie wielki dziw, że pomogło :)

Na pierwszy ogień poszła Zajezdnia na Woronicza, która z jakiegoś powodu jest niedostępna (w części) dla zwykłych zjadaczy chleba. Pan ochroniarz kulturalnie wytłumaczył mi, że tam to jednak wstępu dla mnie nie ma. Założyłam zatem, że kesz znajduje się dalej :) - i miałam rację. Niemniej jednak, zajezdnia - pełna czerwono-żółtych autobusów - robi całkiem ładne wrażenie. Ponoć jest to sypialnia dla autobusów przyjeżdżających do Warszawy na jazdy testowe.

Zajezdnia Woronicza została oddana do użytku 20 lutego 1963 roku. Początkowo eksploatowała Ikarusy 620 i Jelcze 272, AP02 i 021. 14 grudnia 1978 roku do R-7 trafiły pierwsze w Warszawie Ikarusy 280. Wkrótce dostawą 200 Ikarusów oraz Jelczami PR110U zastąpiono wszystkie "ogórki" z zajezdni. Z czasem R-7 wyspecjalizowała się w obsłudze linii w Śródmieściu i na Górnym Mokotowie taborem wielkopojemnym. W 1983 część taboru przeniesiono do nowo powstałej zajezdni w Piasecznie. Lata 1983-93 to okres, kiedy na stanie zajezdni figurowały wyłącznie wozy marki Ikarus. W 1992 roku do zakładu trafiły 4 sztuki autobusu Ikarus 435. W latach 90. XX wieku na stan zajezdni wpisywano głównie autobusy marki Jelcz (w tym unikatowy Jelcz-Volvo 180M), w 1997 roku zaczęto eksploatację Neoplanów N4020 oraz Jelczy M181M. W 2001 roku dostarczono duże ilości autobusów MAN NG313 oraz Solaris Urbino 15. Od 2005 roku zajezdnia specjalizuje się w eksploatacji wozów tej drugiej marki. Po likwidacji zajezdni Inflancka, Woronicza przejęła funkcję "poligonu poświadczalnego" - tutaj nocują autousy, które przyjeżdżają do W-wy na testy.
Kolejną zdobyczą była skrzynka Był kiedyś basen, która pomimo pnącej i straszliwie czepiającej się roślinności, jednak po kilku dobrych minutach macania, też uległa moim keszerskim skłonnościom.
Ostatnią skrzynką z serii "nie ma na czym oka zaczepić, ale przynajmniej kesz jest", jak nazywam skrzynki zlokalizowane w miejscach małokrajoobrazowych  i nie dających się sfocić:) była skrzyneczka niewielka, ale wiele mówiąca.  Fort Mokotów 3 - Ślady wojny.
Nie jest to urbex i w okolicy, na dobrą sprawę, nie widać śladów wojny. Nie widać również fortu lub jego pozostałości. Ale jak się dobrze przypatrzeć, to na jednym z domów (stoi szczytem do drogi) można dopatrzeć się śladów wojny (tak - dom przetrwał, co jak na Warszawę, jest warte odnotowania - ale o historii innym razem) - Autor tego kesza postanowił w tym miejscu poopowiadać trochę o nieco nowszej historii Twierdzy. Pozwólcie, że oddam mu głos :)
Po modernizacji twierdzy w latach 1889-92 fort przeznaczono na cele magazynowe; z tego względu wybudowano w nim dodatkowe schrony magazynowe. Po roku 1909, kiedy została zatwierdzona formalna likwidacja twierdzy, zburzono część umocnień, pozostawiając jednak wszystkie schrony i koszary.
W okresie międzywojennym mieściły się tutaj stacje nadawcze Polskiego Radia. Z tego względu fort był silnie bombardowany w czasie wojny w 1939 roku. Pierwsze bomby spadły na fort już 1 września 1939 r. o godz. 8.15. Pomimo bombardowań radiostacja działała. Nadawała pieśni patriotyczne oraz przemówienia Stefana Starzyńskiego. Na obrazku tablica upamiętniająca bohaterskiego prezydenta Stefana Starzyńskiego znajdująca się na terenie Fortu.
Przestała nadawać 23 września, po zniszczeniu elektrowni Powiśle. W walkach o fort, 24 września Niemcy ponieśli znaczne straty, wobec czego następnego dnia wstrzymano działania, aby niemieckie lotnictwo mogło ustalić polskie punkty ogniowe. Marian Porwit podaje w Obronie Warszawy, iż fort dostał się w ręce Niemców najprawdopodobniej przed południem 26 września. Po zajęciu fortu przez Niemców wille przy ulicy Racławickiej od numeru 110 do 136 przeznaczono na biura "Flughafen kommando Warschau" i mieszkania dla personelu. Teren otoczono drutem kolczastym i posterunkami. W czasach Powstania Warszawskiego toczono o obiekt ciężkie walki.
O forcie Mokotów i innych fortach twierdzy Warszawa napiszę jeszcze w innym poście, póki co... musicie się zadowolić tym co powyżej.