Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przysmaki warszawskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przysmaki warszawskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 marca 2017

[Warszawa kulinarna] - Schab po Warszawsku

Keszowania na głodniaka ciąg dalszy...  Tym razem autor serii zaskoczył mnie dość znacząco. Nie wiem jakim cudem maskowanie skrytki skojarzyło mu się z schabem po warszawsku... ale niech to zostanie tajemnicą autora. Nie zdradzę sposobu maskowania maskowania, bo cały sens kesza umknąłby jak szczur z okrętu...


Pani Jadwiga, Warszawianka z dziada-pradziada, na swoim blogu z opowieściami kulinarnymi (a niektóre są tak smaczne, że ślinka sama cieknie)  wspomina schab po warszawsku, jako potrawę typową dla stolicy - podobnie jak zrazy zawijane. Było to danie raczej odświętne - pewnie ze względu na czas przygotowania i sposób podawania - na półmisku, z galaretą, warzywami, pięknie przyozdobione. MIało bowiem nie tylko powalać smakiem, ale również zachęcać wyglądem...

Schab po Warszawsku to pieczony (czasem też gotowany) schab wieprzowy, nadziewany pastą z jajek i chrzanu, zamknięty w otoczce z galarety. Często przed podaniem posypuje się go świeżym szczypiorkiem.  
Przygotowanie jest dość pracochłonne. Należy zacząć od upieczenia natartego majerankiem schabu. Następnie studzimy mięso i już ziemne kroimy w grube plastry, tworząc w każdym plastrze kieszonkę. To w te kieszonki wkładamy pastę ze zmiksowanych jajek na twardo, z chrzanem i majonezem. Ostatni etap to przygotowanie galarety z rosołu i żelatyny, którym polewa się plastry nadzianego schabu.

Dokładny przepis na schab po warszawsku znajdziecie na wielu stronach kulinarnych, ale bodaj najprawdziwszy pochodzi ze wspomnianej strony pani Jadwigi.

wtorek, 14 marca 2017

[Warszawa kulinarna] - WuZetKa - słodka historia

Warszawskich keszy ciąg dalszy... Trafiłam na serię gastronomiczno-jedzeniową, jeżeli to nie jest masło maślane... seria opowiada o historii poszczególnych warszawskich dań, potraw i związanych z nimi historii. Autor serii keszy, zwanej PKW - Przysmaki Kuchni Warszawskiej - powiada, że seria ta ma na celu przybliżenie turystom i odwiedzającym, smak, zapach i historię potraw, które powoli odchodzą do gastronomicznego lamusa. Powiadają, że nawet rdzenni mieszkańcy stolicy mają niejaki kłopot z wymienieniem kilku regionalnych potraw... O zapachu, smaku czy przepisie już nawet najstarsi mieszkańcy nie pamiętają...




Pierwszy kesz dzisiaj został znaleziony w całkiem ładnej lokalizacji - czyli z widokiem na nowy budynek Telewizji Polskiej (nawiasem mówiąc, bardzo ładnie oświetlony i ogólnie robiący całkiem dobre, estetyczne wrażenie). Nie wiem dlaczego akurat ta lokalizacja została wybrana przez autora na ukrycie skrytki - w okolicy nie ma choćby nawet reklamy cukierni. A przydałaby się - bo ukoronowaniem kesza powinna być degustacja słodkości, której ów kesz został poświęcony. 

Zatem przejdźmy do wuzetki - opis w większości pochodzi z opisu skrzynki, w niektórych miejscach tylko troszeczkę zmodyfikowałam, choć merytoryka pozostała ta sama...

Wszystko zaczęło się w 1949 roku, kiedy to Warszawski Zakład Ciastkarski wystawił w konkursie na ciastko stolicy, (organizowanym przez Cech Rzemiosł Spożywczych) wspomnianą wuzetkę (o której jeszcze nikt nie wiedział, że tak własnie będzie się nazywać). W tych czasach można ją było dostać jedynie w kawiarniach i restauracjach Camargo - jednak dopiero lata 70-te przyniosły jej prawdziwą populalarność. Prawdopodobnie stało się tak z powodów oczywistych - byli pracownicy zakładu zaczęli masowo otwierać swoje własne, malutkie cukiernie, w których podawano m.in. wuzetkę.
Skąd wzięła się nazwa WUZETKA? Istnieje kilka teorii - prawie, że spiskowych. Jedna z nich mówi o tym, iż skrót wziął się od Warszawskich Zakładów Ciastkarskich, gdzie początkowo była produkowana. Inna teoria mówi, iż nazwa wzięła się od skrótu WZK - wypiek z kremem. Jednak najbardziej warszawska teoria mówi o pochodzeniu nazwy od Trasy W-Z (Wschód-Zachód), która była bodaj największą inwestycją w ówczesnej stolicy - niektórzy spiskowcy twierdzą nawet, że ciastko powstało w kawiarni lub cukierni znajdującej się w pobliżu tejże trasy. 

Jakkolwiek by jednak nie było - wuzetka to wuzetka. I chyba każde dziecko wie, jak wygląda i smakuje. Ale zapewne nie każdy (tak jak ja) wiedział, że jest to ciastko warszawskie. 
Niniejszym  - życzę Wam smacznego...

A w sieci:

[Warszawa kulinarna] - Pyzy z Różyca

Patriotyzm lokalny ma niekiedy potężny zasięg. O pyzach z Różyca nie usłyszy się, że są daniem warszawskim. Te ziemniaczane kluski są zdecydowanie praskie. Tak praskie, że bardziej warszawskie być nie mogą... Bo mowa tu rzecz jasna, o Pradze Warszawskiej i bazarze Różyckiego. Autor serii keszy, zwanej PKW - Przysmaki Kuchni Warszawskiej - powiada, że seria ta ma na celu przybliżenie turystom i odwiedzającym, smak, zapach i historię potraw, które powoli odchodzą do gastronomicznego lamusa. O pyzach z Różyca opowiada tak ... smacznie, że... po prostu pozwolę mu się wypowiedzieć :)




Legenda pyz z Różyca zaczęła się ok. 50 lat temu na warszawskim Bazarze Różyckiego znajdującym się przy ulicy Targowej 54. Wyobraźcie sobie miejsce z ponad pół tysiącem stoisk, gdzie można dostać wszystko, także produkty niedostępne w normalnym sklepie. Budka z hamburgerami nie ma tu racji bytu. Tu ceni się prawdziwe, domowe jedzenie, a najdłuższa kolejka zawsze stoi po pyzy od pani Hani.
Pyzy to tradycyjne danie kuchnii polskiej, a ich sposób przyrządzania jest odmienny w różnych regionach kraju. Te duże okrągłe kluski, w wersji najpopularniejszej, robi się z ziemniaków, z dodatkiem mąki, jaj i soli, a następnie gotuje. Można nadziewać je mięsem, twarogiem lub grzybami. Można podawać je także bez nadzienia, ale za to okraszone smażonym boczkiem lub słoniną oraz podsmażoną cebulą.   
Pyzy z Różyca występowały w wersji z mięsem lub bez nadzienia. Oczywiście obowiązkowo ze słoninką i cebulą. Serwowano je w słoikach po dżemach. Porcja kosztowała ok. 5 zł.
Dziś pyz już nie znajdziemy na bazarze Rożyckiego. Panie, które je sprzedawały poszły na zasłużoną emeryturę. Podobnych specjałów można jednak szukać w niekórych barach i restauracjach. Co więcej synowie słynnej pyzarki z bazaru Różyckiego, kontynuują dzieło matki. Dostarczają pyzy według słynnej receptury do restauracji, barów, a także na prywatne bankiety i przyjęcia. Można także wybrać opcję podania pyzów w słoikach, jak za dawnych lat! Wciąż jest więc szansa na spróbowanie tych prawdziwych pyz, jak z Różyca.